Chodzi to za mną od dłuższego czasu…
Długie tygodnie, miesiące nawet, czułem się…dziwnie. Tak. No dobra, powiem to. Kobietą się czułem. Mocno wszedłem w żeńską energię.
Planowanie, analizowanie, cele…jakie mi się to stało dalekie…
Największą radość sprawiało mi bycie w domu. Zrobienie rano śniadania, potem obiadu, kolacji wieczorem. Pranie, zakupy. To mi sprawiało (nadal sprawia) autentyczną radość. Zero przymusu. Zmuszać to ja się musiałem do podjęcia działań, do zaplanowania czegoś. Tak lekko się żyje żyjąc w przepływie…zarys planu – tak. Z pełną elastycznością.
Rok czy dwa lata temu, w swobodnej rozmowie, mój brat rozwalił mnie na łopatki. Dwiema rzeczami. Pierwszą, że z pełną swobodą powiedział coś w stylu „Brat, bo mamy w sobie dużo z kobiety”. Druga – że ona ma tę świadomość. Bez ścieżki rozwoju, po prostu wypalił…a we mnie się zagotowało „Jak to! My?!”. Tak, właśnie my. On, nasz tata, my, jego syn. Mamy w sobie dużo ciepła, empatii, lekkości życia. W pierwszej chwili moje męskie ego się zbuntowało. Dzisiaj jestem, nadal, pod wrażeniem lekkości tego stwierdzenia.
Czy to dobrze czy to źle? Tak jest. Mam dzisiaj świadomość, że mam w sobie obie te energie. I Ty też je masz. Długo żyłem w pozornej męskiej energii choć posiadam w sobie i tę czystą męską, przebija się. Żeńskiej mam dużo, tak czuję. W ostatnich miesiącach byłem głównie pod jej działaniem.
I, choć to nie matematyka, jak mawia Irek Wacławski, to w życiu się potwierdzało. Do mężczyzny w energii kobiecej ciągną kobiety w męskiej…i odwrotnie. Obserwacja tego sprawiała mi dużo radości. I skłaniała do refleksji, a jakże.
W jednej z dyskusji w męskim gronie rozmawialiśmy o tych energiach. I padło porównanie do gotowania w męskiej i żeńskiej energii. Padły stwierdzenia, że gotowanie w męskiej to „Jestem głodny, zrobię potrawę A” i technicznie się ją robi. Gotowanie w żeńskim to poniekąd zabawa tym procesem, sprawdzanie, co i jak wyjdzie, skupienie na procesie zamiast na celu. Jak to czujesz?
Znam kobiece kobiety w energii męskiej. Znam mężczyzn w kobiecej. I czuję radość, kiedy widzę, że świadomość tego rośnie, jak ludzie obserwują siebie, bliskich, swoje reakcje i style działania. I pracują nad tym. To jedna z dróg, tak czuję, do zdrowych relacji.
Energia w społeczeństwie jest zaburzona. Sporo kobiet jest w przeważającej energii męskiej. Mężczyźni w żeńskiej (znowu, to nie matematyka a jednak bilans energetyczny musi się zgadzać). Kobiety wzmacniają swoją męską energią wspinając się po szczeblach kariery, chodząc na siłownię, nosząc spodnie itp. Mężczyźni wzmacniają swoją energię żeńską zostając w domach. Tak, to czasem działa. I jednocześnie jest zaburzeniem swobodnego przepływu energii międzyludzkiej. Ta złość, frustracja, strach i smutek również bierze się z tego, że wchodzimy poniekąd w nieswoje role. Energia indywidualna jest zaburzona. A więc zaburzona jest też energia relacji, jeżeli w takiej jesteś.
Dzisiaj, mam wrażenie, te energie się równoważą. Dzisiaj czuję się człowiekiem, ani mężczyzną, ani kobietą. Człowiekiem świadomym swoich słabości i mocy. Swoich lęków, smutków i radości. Nieznośna lekkość bytu ktoś by rzekł…dla mnie znośna, a dla Ciebie?