Widzieliście film „Samadhi”?
Widzieliście „Matrix”?
A widzicie iluzje dookoła nas?
Ile ich jest? Jakiej są jakości? Jaki nasz w nich udział i jakie sami tworzymy?
Natchnęła mnie moja córka. Postawiła mnie dzisiaj w trudnej dla mnie sytuacji prostym pytaniem „Tato, św. Mikołaj istnieje?”. Niby nic, niewinne pytanie…ale to sprytna bestia jest, miała, jak się okazało, plan. Co odpowiedziałem, żeby nie skłamać? Że ja w Mikołaja wierzę…nie dało to jej spokoju. „To po co pytasz o różne rzeczy, o których Mikołaj by miał wiedzieć?” itp. itd. Aż nagle mówi – od wczoraj wiem, że Go nie ma! I…mam dowody! Mnie mało nie…jebło. Dowody? Pokazywała potem, jaką zrobiłem minę, dużo śmiechu przy tym było, radości. No i przyniosła dowody – wczoraj nieuważnie zostawiłem otwarty komputer z whatsupem na wierzchu a tam korespondencja z jej mamą dotycząca…prezentów…nawet sobie bystrzacha zrobiła zdjęcia.
No i czar świątecznej iluzji…prysł. Jak dalej wciskać dziecku kit, kiedy zobaczyło, że jest inaczej? I…po co?
Po tej rozmowie każdy z nas udał się do swoich zajęć. I nagle do mnie doszło – po co to robimy? Dlaczego od małego opowiadamy dzieciom niestworzone historie, które po czasie i tak okazują się nieprawdziwe a więc przychodzą różne rzeczy – rozczarowanie, smutek…od początku ich życia tworzymy iluzje, różnego typu…i tak jest ten świat zbudowany, na iluzjach. My opowiadamy, nam opowiadają…bo prawdę powiedzieć głupio? Trudno? Niemodne?
Powiedzieć dzieciom, że jest legenda o św. Mikołaju itp. i jednocześnie przyznać, że prezenty robimy sobie nawzajem? Zburzy to magię świąt? A może ta szczerość i otwartość magię stworzy? I to nie tylko na jeden dzień ale na dłużej?
Jakie inne iluzje znasz? Jakie widzisz? Jakie tworzysz?