jaki ojciec...

Jaki ojciec…taki partner?

Czy to, jakim jesteś ojcem, definiuje przyszłych partnerów Twojej córki?

A może partnera? Niesamowicie moje filtry już na początku założyły, że na jednym się nie skończy.

Jakim ja jestem ojcem oceni moja córka jak będzie dorosła, no, pewnie wcześniej, choć w okresie nastoletniego buntu to nie do końca będzie jej ocena. Czasem się tego czasu boję choć potem przychodzi moment otrzeźwienia – do tego czasu jeszcze trochę wody w rzece upłynie, tu i teraz nie warto się tym przejmować.

Wg mnie tylko ona powinna się odnosić do tego co między nami. Każda osoba z zewnątrz przepuści to przez własne filtry. A jednak zdarza się, że słyszę „dobre rady” co by było dobrze (delikatnie rzecz ujmując) żebym zrobił lub też robił inaczej…i tylko dlatego, że podchodzę do czasu z córką inaczej niż większość mi znanych ludzi nie znaczy, że oni wiedzą lepiej, a czasem czuję się dokładnie tak, kiedy ich słucham.

W wyniku moich życiowych decyzji, uległości wobec byłej żony i innych czynników mam sądownie przydzielony tydzień w miesiącu z córką. Pozostałe dni jeżeli jej Mama się zgodzi. W praktyce wygląda to tak, że rzadko jest to dłużej niż ten przydzielony tydzień a więc trzy tygodnie w miesiącu jestem w drodze, żyjąc pełnią życia, goniąc za czymś lub uciekając przed czymś innym.

I przychodzi ten tydzień, kiedy siadam na dupie w domu i jestem pełnoetatowym rodzicem. Gotuję, sprzątam, odwożę dziecko do szkoły i odbieram, pomagam odrabiać lekcje (jak poprosi) itp. itd. Dla jednych z Was szara codzienność, a jak samotni ojcowie sobie z tym radzą? Czym jest dla Was ten czas z dziećmi? Ten tydzień w miesiącu traktuję jako czas, kiedy jestem dla córki. Kiedyś chciałem jej wypełnić sobą całą tę przestrzeń, każdą chwilę prawie że. Tak, wyciągnąłem wnioski. Dzisiaj chcę by miała świadomość że tam po prostu jestem. Że jak chce, to możemy razem pograć, pobawić się czy pójść na spacer. I jednocześnie to jest ok jak ona chce spędzić czas z koleżankami czy pobawić się sama. Odpuściłem (już?) i z zachwytem wręcz patrzę jak idzie do koleżanek i żyją swoim życiem…kiedyś robiło mi się smutno, tak. W końcu to był nasz czas! Zajęło mi chwilę, żeby zrozumieć, że nasz to nie znaczy że tylko nasz i to cały czas.

W tym czasie, kiedy jestem z nią czy fizycznie w jej przestrzeni, jestem dla niej. Nie odbieram telefonów, nie odczytuję wiadomości itp. Kontakt ze mną jest ograniczony. I tutaj słyszę najwięcej zdziwienia – kurwa, stary, jak to? Po co? Tak nie można – odcinasz się od życia! Itp. itd.

A ja się pytam – a dlaczego nie można? Co w Tobie się odpala kiedy mówisz mi coś takiego? Też byś tak chciał/chciała?

Usłyszałem ostatnio, że w takiej sytuacji stawiam dziecko przed sobą i nie żyję swoim życiem…i do dzisiaj to we mnie pracuje. Jakiego, myślisz, partnera wybierze Twoja córka, jak przy niej nie będziesz żył tylko będziesz w domu, bez kontaktu z ludźmi, przy garach i praniu? Odpowiedź przyszła za tym pytaniem – takiego, który będzie w domu przy garach i praniu.

I tak sobie myślę – co się obudziło w tych, które tak to widzą? Tak, pewnie moja córka, jak każda inna, będzie w swoim partnerze szukać jak ojca tak i matki. Tak, mówi się, że pierwowzorem partnera jest ojciec a jednak jest nim…matka. I w sumie, stereotypowo, jak mawia jeden z moich ulubionych terapeutów – to nie matematyka, a jednak😉 kobieta w partnerze będzie szukać cech jak matki tak ojca. I jeżeli moja córka ma do czynienia ze mną -mężczyzną, który jest wolny, dziki, w drodze itp. a jednocześnie potrafi się zatrzymać, być, zadbać o nią, pokazać jej swój świat i obserwować jej, to myślę, że takiego będzie szukać i takiego znajdzie. I jak ten facet spędzając z nią czas będzie w stanie odłożyć telefon i po prostu dla niej być, jeszcze ugotuje jej kolację, to sam siebie poklepię po ramieniu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest

Witryna Męska Strona Emocji używa popularnych plików Cookies (ciasteczka), aby ułatwić korzystanie z serwisu i lepiej dostosować go do potrzeb użytkowników.