Miałem ostatnio ciekawe doświadczenie…zostałem zapytany „Pójdziemy do kina na Bonda?”.
Dla mnie to znaczy czy pójdziemy a) do kina, b) na Bonda. I byłem MEGA zaskoczony, kiedy finalnie dowiedziałem się, że to wcale nie o kino chodziło a już w ogóle nie o Bonda tylko o…spędzenie razem czasu.
I tak sobie myślę – jak często się zdarza, że nie komunikujemy się WPROST? Jak często zamiast powiedzieć czego chcemy lub czego nie chcemy…mówimy o czymś zupełnie innym…licząc, że druga strona usłyszy między wierszami lub się…domyśli…
Jak jest z komunikowaniem u Ciebie?
Czy to wynika ze strachu przed reakcją drugiej strony, że wolimy czasem coś pominąć lub powiedzieć naokoło?
Jest w necie filmik, gdzie dwóch mężczyzn rozmawia o kawie…jeden mówi, ze żona mu codziennie robi „pyszną” kawę, choć jemu wcale nie smakuje…i pije ją dziesiąt lat…drugi mu radzi, żeby w końcu powiedział, jak jest naprawdę. Widziałeś to? Ten starszy w końcu się przełamuje i mówi żonie…jej reakcja? Najpierw spokojnie, przyjmuje to. Po czym wybucha…i w sumie nie dziwię się. Jeżeli jest o czymś, co nam nie pasuje i po czasie dopiero o tym mówimy, to jaka inna może być reakcja? Po co doprowadzamy do zagotowania wody czy też przelania dzbanu…jak inaczej by to mogło wyglądać gdyby już od początku relacji ludzie byli ze sobą…szczerzy.
Tak, z jednej strony w początkowych fazach nie chcemy nikogo urazić. Chcemy, żeby było pięknie i bezkonfliktowo. Czy jednak może tak być jak nie zawsze mówimy o tym, co w nas w danej chwili?
Ile relacji zaczyna WPROST? Bez masek, bez uwodzenia, bez ściemy? A potem po 30 latach kobieta dowiaduje się, że kawa jest za mocna albo mężczyzna dowiaduje się, że coś tam nie tak…
O ile lżejsze (długofalowo) by było życie gdybyśmy potrafili wprost mówić o tym, co w nas? To czasem powoduje w drugiej stronie ból, smutek i różne inne a jednocześnie dla klarowności relacji to, wg mnie, jest potrzebne.
Czy ja komunikuję wprost? Tak, dzisiaj w większości przypadków tak. I nie zawsze, są sytuacje i ludzie, przed którymi nie czuję się na tyle bezpiecznie czy też nie czuję powiązania takiego, które sprzyja otwartej komunikacji. I jednocześnie są osoby, w stosunku do których po prostu nie mogę inaczej.
Choć np. jak coś mi nie smakuje, jest mi niewygodnie (fizycznie) czy coś mnie wkurwia, to mówię o tym. Jako dziecko byłem strofowany że to niegrzecznie i nieładnie powiedzieć komuś, że np. nie smakuje mi obiad czy herbata bo będzie mu przykro. Czyli ja mam się męczyć i nie mówić co czuję żeby komuś się nie zrobiło jakoś bo ktoś tak powiedział? Jakim ktosiem jesteś Ty?
I w tej sytuacji jak i w każdej innej – to my wybieramy, czy chcemy, żeby komunikat był klarowny czy chcemy żeby komuś było miło. W życiu nie ma dobrych i złych decyzji. Są tylko konsekwencje…