Kilka dni temu był Dzień Nauczyciela. Swoją drogą ciekawe (dla mnie) – słyszę głosy, że czemu tak się zowie ten dzień, skoro dzisiaj nauczycielek więcej niż nauczycieli (szanuję to mozolne dochodzenie kobiet do równouprawnienia w nazewnictwie również!) a jednak nazwa została w formie męskiej.
To tylko potwierdza, że żyjemy w świecie patriarchalnym i kobiety coraz mocniej domagają się wręcz zobaczenia i usłyszenia. I to pokazuje też, że patriarchat mamy od dawien, dawna…nauczyciele, rozumiani jako Ci, którzy przekazują wiedzę, od zarania dziejów, to byli, w przeważającej mierze…mężczyźni. Kobiety były kapłankami, czarownicami, wiedźmami (inny rodzaj wiedzy, ten „obcy” dla mężczyzn), nie wydaje mi się jednak, żeby były traktowane z powagą i szacunkiem, raczej ze strachem. A dzisiaj faktycznie w szkołach więcej nauczycielek niż nauczycieli…co to nam pokazuje?
Pisałem też o tym, że z mojej perspektywy cudownymi nauczycielami życia są…dzieci. I już dzień później dostałem dowód, który załączam jako obraz do tekstu. W kręgach duchowych dużo się pisze i mówi o byciu w tu i teraz, jakie to ważne i jak osiągnąć ten stan…a ja mam obserwację, że dorośli uczą dorosłych jak w pewnej części być znowu dzieckiem. Dzieci w tu i teraz są osadzone tak mocno, że my, mądrzy dorośli, zaburzamy im to na różne sposoby a potem zdziwieni stajemy i patrzymy, co się stało…
Opowiadałem mojej córce często o rysunku rodzica i dziecka, który pokazuje, gdzie mentalnie jest rodzic jak spędza z dzieckiem czas a gdzie jest dziecko. I ona przeniosła to na papier…
To niesamowite. Ona uczy się ode mnie, ja uczę się od niej. Patrzę na jej asertywność, na jej rozterki, na radość, smutek, złość i strach. Cieszę się, że ma kontakt z tymi emocjami i okazuje je. Widzę też, że nie zawsze czuje się dość pewnie, żeby okazać czy wyartykułować wszystko. Słyszę, jak pyta i jak odpowiada. Jak bywa uważna i nieuważna. Jak słucha i jak ważne dla niej jest, żeby ją wysłuchać.
Tak, to my jesteśmy dorośli w relacjach z dziećmi. To nie znaczy, że wszystko wiemy i to one mają za nami podążać. One idą swoją drogą, my swoją. My już obciążeni oprogramowaniem, przekonaniami itp. itd. One – w dużej mierze – jeszcze nie. I wiele możemy od naszych dzieci się po prostu…nauczyć.
Czego nauczyło lub uczy Cię Twoje dziecko?