Lubisz mieć je w życiu? Czym dla Ciebie są? A może nie masz?
Ja miałem. Lubiłem mieć „plan awaryjny”. I to nie tylko w stosunku do ludzi. Do działań również. Żeby nie było przestoju, pustki, ciszy. Ruch nie mógł się zatrzymać. Dzisiaj jak to na to patrzę to potrzeba kontroli była naprawdę na wysokim poziomie…
Jak to działa w stosunku do ludzi? Załóżmy, że jesteś w związku. Nie układa się. Jednym z rozwiązań jest praca nad tymże związkiem. Rozmowy, terapia, może separacja. Mnóstwo rozwiązań. Duchowe teorie mówią, że jak coś się kończy, to kończy. To trzeba puścić, może już jesteście na innych poziomach, potrzebujecie innych partnerów itp. Teorii cała masa. Czasem też jest tak, że jak nie najesz się w domu, to zjesz na mieście. I nie mam tu na myśli tylko seksu. Skoro z żoną czy partnerką mam dobry seks, ale nie rozmawiamy, to znajdę kogoś, z kim dobrze mi się rozmawia. I odwrotnie.
Takie podejście – opcje, otwarte furtki, nazwij to jak chcesz – przekłada się na rozproszenie energii. Każdej „opcji” poświęcasz czas i uwagę. Często odpowiadając lub zadając te same lub podobne pytania. Gdzie uwaga? Gdzie energia? Ani nie w Tobie ani w Niej. Wszędzie i…nigdzie.
Tak, to bezpieczne. W ten sposób nigdzie nie zaangażujesz się w pełni. Dlaczego bezpieczne? Dlatego że w ten sposób skutecznie ucieka się przed strachem. Może to być strach przed zranieniem, może przed odrzuceniem, może przed czym innym. Przed zaangażowaniem? Przed…miłością? Przed sobą? Sobie w tym wszystkim uwagi też nie poświęcasz…
Że przejrzysz się w wielu oczach? Tak. I co? Zobaczysz coś?
Na jednym z kręgów ktoś opowiadał historię instruktora nauki jazdy. Facet miał, jak to się mówi, wzięcie. Dziesiątki smsów dziennie z wieloma kobietami. W domu żona. Nie układało się. Chodzili na terapię. Bez efektów. I nagle, pewnego dnia, facet stwierdził, że to bez sensu. Że może pisać tylko do żony, poświęcić jej całą energię. I…ich relacja odżyła. Zaczęło się układać. Proste? Rok mi zajęło żeby to zrozumieć.
Strach jest ok, jest integralną częścią życia. Można się nim kierować lub przed nim uciekać. Można też się mu przyjrzeć – czego się boję? Dlaczego? Co stoi za tym lękiem? Myślę, że w opcjach niemałą rolę odgrywa też ego – skoro jestem atrakcyjny/atrakcyjna to dlaczego się temu opierać? Dlaczego nie korzystać?
Aż w końcu sam poczułem się opcją. W relacjach międzyludzkich. Przyjacielskich, rodzinnych. To nie znaczy, że byłem opcją. Tak się czułem. I to był moment, w którym zacząłem się przyglądać temu, co robię. Jak robię. Dlaczego to robię.
I, jak śpiewał ktoś, powiedziałem sobie „DOŚĆ!”. Nie chcę tak. Nie chcę się tak czuć. Nie będę sprawiał, że inni mogą się tak poczuć. Nie będę sam dla siebie opcją.
Jak mawia moja Muza – można jeść i dawać ochłapy. Można nie dostrzegać, że mamy pięknie zastawiony stół z którego można jeść do syta. I że samemu jest się takim stołem. Wszystko można. To Ty wybierasz. Jesteś Królem, pamiętasz?
Dojrzewam. Czas podejmować decyzje, dokonać wyboru. Kto jest ważny. Co chcę dać. Oczywiście pojawia się strach. Przyglądam mu się i dziękuję, że jest. Jest też spokój, ten wewnętrzny.
Czuję się, jakbym w kilka miesięcy przeszedł od wieku siedmiolatka, przez okres nastoletni (tuta właśnie jest czas na sprawdzanie, testowania, poznawanie) do okresu dojrzałości. Wybieram. Zarządzam energią i uwagą. Jeszcze nieumiejętnie, jeszcze się potykam. I jednocześnie energia się równoważy. Uwaga skierowana tam, gdzie chcę.
A jak z opcjami u Ciebie? Znasz to?
Serdeczności,
Tymoteusz