pokora i odwaga

Pokora a odwaga.

Długie lata żyłem w przekonaniu, że jestem odważnym człowiekiem. Mężczyzną odważnym że jestem. Tak mnie też odbierano. Poniekąd. Niektórzy widzieli w tym butę i brak pokory.

Temat pokory przewijał się od początku roku. Jakże dzisiaj jestem za to wdzięczny!

Spotkałem się ostatnie ze swoim bullshitem. Z moimi maskami. To było trudne, bolesne. I jednocześnie uwalniające…

Odwaga? Bardziej brak pokory podszyty butą. Zamiłowanie do ryzyka. Odwaga też w tym była, tak. Podszyta strachem. Strachem przed oceną, odrzuceniem, brakiem akceptacji. To było źródło odwagi. Zdarzało się, że pojawiała się odwaga napędzana ogniem z serca, to były jednak sporadyczne przypadki. Przyznanie się do tego przed sobą samym było trudne. Koniec końców to ja siebie oceniałem najsurowiej i stawiałem sobie wymagania. Długo udowadniałem sobie i innym że jest jakoś. I dzisiaj już nie potrzebuję sobie niczego udowadniać. Za tym idzie brak potrzeby udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Nieznośna wręcz lekkość bytu.

Doświadczyłem też swoich możliwości, zobaczyłem co mogę robić w przestrzeni, jaką mam moc. I to było piękne spotkanie z moim ego. To, że mogę, nie znaczy, że powinienem. Zobaczenie tego, dotknięcie swojej duszy, źródła mocy i…wycofanie się z działania było pięknym doświadczeniem. Ego wie, że może i jednocześnie nie jest już puszczone samopas. To też uwalnia…

Podejść do kobiety i powiedzieć jej, bez podtekstów, że jest piękna i że jestem wdzięczny za jej obecność? Dwa dni się zbierałem! Tak, całe życie miałem z tym problem. No, chyba że byłem wypity, miałem nieczyste intencje albo chciałem zaimponować kolegom. Lęk przed oceną i odrzuceniem napędzał. Ale tak na trzeźwo, z potrzeby serca? Tak, odważyłem się. I to było piękne spotkanie. Jaka ulga! I radość jaka! Tu nie chodziło o zdobycie kobiety (co za chujowe określenie…) ani imponowanie komukolwiek. Po tym poczułem się odważny. Mam prawie 40 lat na karku i przełamuję bariery, których istnienia nawet nie dopuszczałem. Uff…kolejna maska w piździec.

Niepokorne ego też jest integralną częścią mnie. Mam wrażenie, że niektóre nurty duchowe tę część nas wręcz wykluczają, przygłuszają. A ona i tak jest…i ja swoje ego mam, poznaję je i jego potrzeby. I to, co tutaj robię, to mieszanka potrzeby serca i zaspokojenia ego. Zdjęcia z moją facjatą wrzucane do internetu to właśnie świadome karmienie potrzeb ego, niech ma co by nie zdechło. I jednocześnie przekaz z serca. Wszystko to, co tutaj się pojawia, jest częścią mojej drogi.

Miałem moment, że zastanawiałem się, czy dalej prowadzić tę stronę. W sensie – po co? Tyle przeżywam każdego dnia…tyle radości, wzruszeń…to moje, po co się dzielić? Żeby słuchać jakie mam ego? I choć to nadal pracuje we mnie, to tak długo, jak piszę z przyjemnością, wtedy kiedy mam na to przestrzeń a nie wg. algorytmów fb, będę to robił. Nawet jak nikt nie będzie tego czytał to polubiłem tę formę dialogu z samym sobą.

Jeżeli choć jeden mężczyzna po zetknięciu z Męską Stroną Emocji spojrzy inaczej na siebie, na świat, zacznie pracować nad sobą albo powie bliskiej osobie, co czuje, to będzie cudnie. A może jakiejś kobiecie pomoże męski punkt widzenia? Coś w niej poruszy? Jedno i drugie będzie ok. I jak nic z tego się nie wydarzy to też będzie ok.

Dziękuję, że jesteś. Dziękuję, że czytasz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest

Witryna Męska Strona Emocji używa popularnych plików Cookies (ciasteczka), aby ułatwić korzystanie z serwisu i lepiej dostosować go do potrzeb użytkowników.