Widzę mocno poruszany ostatnio temat przemocy. Przemocy mężczyzn w stosunku do kobiet. Przy okazji i do dzieci. Przemoc męska w stosunku do kobiet i dzieci.
Tak, zdecydowanie to zjawisko występuje. Mężczyźni są agresywni. W stosunku do innych jak i do samych siebie. Przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, tak, to zjawisko występuje.
Mężczyźni często tłumią w sobie strach, smutek, nie radzą sobie z oczekiwaniami, wchodzą w role, których inni od nich oczekują i są sfrustrowani. I to nie inni są winni ich wybuchom – to my sami. Tak, wiem jak trudno to przyznać. I jednocześnie wiem, jakie to uwalniające i otwierające. Wkurwienie na samego siebie najlepiej przekierować na…kogoś innego. Kogokolwiek. No, najlepiej kogoś bliskiego. Co bym sam nie cierpiał. Pocierpimy sobie razem. U mnie tak było.
Ba! Ja sam byłem sprawcą takiej przemocy. Do swoich partnerek – głównie przemocy psychicznej. W tym byłem „niezły”. Każdą jedną z nich przepraszam i przeprosiłem, nie mam na to wytłumaczenia. I to wcale nie było z pozycji, że jestem silniejszy, bzdura. To było z pozycji zranionego dziecka – to ja Ci pokażę! Raz dopuściłem się i przemocy fizycznej i to na swój sposób ciągnie się za mną do dzisiaj. Uczestnicy pamiętają i nie pozwalają zapomnieć. Minęło wiele lat a to nadal żyje…kilka sekund dosłownie…
I to jest fakt, nie zaprzeczalny. U mnie w domu jak i w wielu innych domach takie sytuacje się zdarzały i zdarzają.
Pytanie – co możemy wspólnie zrobić, aby im zapobiec? Wspólnie, mam na myśli stronę kobiecą i męską.
Czuję smutek i złość kiedy komentarze mężczyzn dot. przemocy kobiet w stosunku do mężczyzn są traktowane jako typowe zachowanie patriarchatu. Że to niby rozwadnia temat, jakże istotny, przemocy w stosunku do kobiet. Tylko że w patriarchacie o przemocy w stosunku do mężczyzn nikt się nie zająknął. Nadal te próby są nieśmiałe. Argument „statystyki temu przeczą” jest…sobie jest. Statystyk nie ma – oczywista sprawa. Jaki mężczyzna zdaje sobie sprawę, że ma w domu do czynienia z przemocą ze strony kobiety? A jaki to zgłosi? Pisałem już o tym. I buntuję się przeciwko zamiataniu tego tematu pod dywan.
Tak, widzę i słyszę, że kobiety teraz domagają się swego. Kibicuję i pytam raz jeszcze – jak mogę Wam pomóc? Jak mogę z Wami w tym być?
I jednocześnie proszę – płynne przejście z patriarchatu w matriarchat niewiele zmieni w całkowitym układzie.