Niedawno brałem udział w dyskusji, w której padło, że młode kobiety nazywają się PRZECIPAMI. Z jednej strony super (z obu super!), w końcu praktycznie wszystko, co w formie męskiej, może mieć żeński odpowiednik a przecież mężczyźni często mówią o byciu PRZECHUJEM. Ty jesteś? Albo byłeś?
I na tym można by temat zamknąć, jednak…nie byłbym sobą, gdybym nie podrążył.
W męskim świecie PRZECHUJ to…fajny gość. Zajebisty gość. Zdolniacha. Gigant itp.
W męskim świecie CIPĄ nazywa się mężczyznę, kiedy chcemy go zdeprecjonować, dokuczyć mu, sfeminizować go, odebrać mu męskość. CIPA to mężczyzna „słaby”, niedojda taka.
„On ma wielkie jaja”, „który ma cohojones”, „kobieta z jajami”, „do tego potrzeba jaj” – znacie to? Z męskich jaj patriarchat uczynił symbol siły, odwagi, męstwa! Przy czym z kobiecego niejako odpowiednika – symbol (dla mężczyzn) – słabości, kruchości…
A jak jest naprawdę? Przekonał się każdy facet, który dostał kiedykolwiek kopa w ten pseudosymbol męskości. Pokażcie mi mężczyznę, który ustoi (zamierzony czy nie) cios prosto w krocze! A im większe jaja, tym łatwiej w nie dostać… Kto wpadł na to, żeby z fizycznie najsłabszego punktu na ciele mężczyzny zrobić…symbol siły, męskości i odwagi? Może to nie przypadek, że z męskie jaja są wyznacznikiem męskości a kobiecy organ jest symbolem słabości…tak żeby silnemu zabrać a słabemu dać?
To z punktu widzenia fizyczności.
Dla mnie określanie kogokolwiek CIPĄ jest bardziej pochwałą niż ujmą…w końcu to centrum kobiecej energii, to kanał, przez który kobieta czerpie energię ziemi i…daje na świat życie! To jest symbol kruchości i słabości? Nie umiem sobie wyobrazić bólu podczas porodu (choć tak, byłem przeziębiony😉) a jednak kobiety to znoszą. Ciężko mi porównać ból, powstały na wskutek ciosu w krocze, z bólem porodowym, jednak myślę, że cios jest raz i leżymy, no, przynajmniej się zegniemy, a poród? To seria skurczów…
Być może powód takiego spojrzenia na męskie genitalia bierze się gdzie indziej – tylko ilu z nas ma świadomość, że jądra to energetyczne centrum mężczyzny? Że w spermie krąży życiodajna energia yang, która jest dla nas niezbędna do życia tak, jak rybom woda…jednak ilu mężczyzn dba o tę energię? Kto z nas zdaje sobie sprawę, że 30% dziennego zapotrzebowania energetycznego jest przeznaczane na…produkcję spermy? Każdy wytrysk to niejako wyzbycie się ogromnego ładunku energii, na zewnątrz…trochę tak jak po wypłacie pójść i rzucać pieniędzmi na ulicy…jakby nie było, to jądra produkują energię, która jest niezbędna jak dla mężczyzn, tak i dla kobiet. I choć nie wiem, czy im większe jaja, tym więcej spermy i więcej energii yang, to nawet gdyby tak było, wywyższanie tychże nad kobiecy organ…który jest jedyną drogą dla mężczyzny do zaczerpnięcia energii yin.
Kobiety do harmonii potrzebują energii yang, mężczyźni kobiecej yin…i nie dostaną tego jak będą stać naprzeciwko siebie i licytować się, kto jest bardziej PRZE – chuj czy cipa. Każdy z nas jest zajebisty!
Jak to widzisz Ty? Co dla Ciebie oznaczają duże cohones?