1 listopada…Święto Zmarłych…
W naszej obecnej kulturze to dzień smutny, mam wrażenie że nawet szarobury i często deszczowy…taki…nieprzyjazny…Dzień, w którym gromadnie (chyba że mądre głowy pozamykają cmentarze) ludzie udają się na groby zapalić zmarłym lampkę…”Pamiętamy..” itp…
A ilu z nas odwiedza groby zmarłych ot tak? Przy okazji? Albo jedzie z intencją bo taka potrzeba przyszła?
Ilu z nas ceni tych ludzi za ich życia, odwiedza dziadków, wujostwo…z czystej chęci a czasem potrzeby?
Na ile dzisiaj cenimy sobie wiedzę i doświadczenie naszych przodków? Naszą rodzinną historię? Czy to, co było kiedyś, jest ważne? Czy to wpływa na to, co dzisiaj? Jak czujesz? Jak myślisz?
Słyszałeś o uzdrawiania rodu? Zulusi (znowu lud, uznawany przez nas za pierwotny ma wiedzę, którą my dopiero przyswajamy..), Hellinger i inni mówią o możliwości zajrzenia do siedmiu pokoleń wstecz i zmiany…zmiana działa jak wstecz tak…w przód. Dzisiaj my mamy przodków, jutro będziemy przodkami dla kogoś…z mojego doświadczenia i wiedzy wynika, że często, żeby nie powiedzieć że każdy z nas, niesiemy coś z rodu…jakieś traumy, krzywdy, schematy…i to jest zupełnie w porządku jeżeli w to nie wierzysz, też bym w to nie uwierzył rok temu…
Kilka miesięcy temu, po latach oporu fizycznego, mentalnego i emocjonalnego, zdecydowałem się na uczestnictwo w sesji tzw. ustawień Hellingera. To, co tam zobaczyłem i przeżyłem, zostało tam. Podzielę się jednak z Wami tym, że jak opór mija i wychodzi się ze strachu…to dzieją się rzeczy piękne i mocne. To działa, byłem jak ten niewierny Tomasz. Poszedłem, zobaczyłem i uwierzyłem. Rozkminiając to głową będzie opór i ja go rozumiem. Podchodząc do tego otwarcie…przekonałem się, że za nami jest jak ogromne wsparcie (przodków) tak i ..obciążenia. Dobra wiadomość jest taka, że wsparcie zostanie a obciążenia można…zrzucić/przepracować/przemodelować. Można z nimi pracować.
Niecały miesiąc temu miałem przyjemność uczestniczenia w warsztacie dotyczącym relacji z przodkami. Pierwszego „wstrząsu” doznałem, kiedy robiliśmy genogramy. Znasz to pojęcie? Robiłeś? Dla mnie to było…niesamowite. Na kartce papieru narysowane co, kto…i jak to dalej…i wcześniej…żeby dobrze zrobić genogram trzeba znać historię swojej rodziny, a kto się w to dzisiaj wgłębia? Wtedy poczułem na siebie złość że u mnie akurat temat przodków jest często poruszany a ja miałem do tego stosunek obojętny ze wskazaniem na „na chuj mi to?”. Ot, buta i brak pokory. Nawet przy mojej niewielkiej wiedzy dot. przodków zobaczyłem w genogramie ciekawe rzeczy…i zamierzam go mocno dopracować. Są u mnie, jak u każdego, schematy, które ciągną się od pokoleń…zobaczenie tego jest niesamowite. Tak jak możliwość zmierzenia się z tym i zmiana…Drugi „wstrząs” nastąpił w innym doświadczeniu…już rok temu, trochę ponad rok, poruszyło mnie ćwiczenie, w którym miałem zmienić perspektywę i przyjąć, że to ja wybrałem tę rodzinę i wszystko, co potem się wydarzyło, było zgodne z moim życzeniem. Tak w skrócie. I w sobotę 9 października poczułem…czystą i ogromną wdzięczność do wszystkich moich przodków, w pierwszym rzędzie do rodziców. Wdzięczność i zrozumienie że to DZIĘKI NIM jestem tu, gdzie jestem i jestem, kim jestem. Często powtarzałem w różnych sytuacjach, że „przez nich”, albo „gdyby nie oni, to..”…a to nie tak. Gdyby nie oni to nie miałbym możliwości doświadczyć tego wszystkiego, co doświadczyłem i doświadczam.
I tak wracając do Święta zmarłych – idziemy na cmentarz i co? Jakie refleksje się pojawiają? Idziemy, bo wypada? Bo się z kimś można spotkać? Co za tym stoi?
Pamiętam jak moja mama zabrała moją córkę na grób swojej mamy w tym roku. Jak silne to było przeżycie dla wnuczki. Od tamtej pory kiedy odwiedzam rodzinne strony sama dopytuje, czy pójdziemy choć najchętniej poszłaby z babcią…co się tam dziej? Nie wiem, jednak coś ją tam ciągnie.
Święto zmarłych w Polsce jest…smutne…a sa kultury, gdzie w takich dniach organizuje się koncerty, jest kolorowo, gwarnie i wesoło. Celebracja życia po życiu, wdzięczność…tak czuję…a w kulturze chrześcijańskiej wiążemy zmarłym ręce różańcem i w drewnianej trumnie chowamy do ziemi…co by dusze uwiązać tutaj jak najdłużej, nie wiadomo po co…
Mnie ród kojarzy się drzewem (i nie przypadkiem tworzy się drzewo genealogiczne a w wielu kulturach można znaleźć symbol drzewa życia). I o ile, odnosząc się do drzewa, często dzisiaj patrzymy w przyszłość (na te liście, które wyrastają i nowe gałązki, które wyrosną) o tyle rzadko patrzymy w dół…na korzenie…a to one nas trzymają, to z nich wyrastamy…a patrząc przed siebie jesteśmy w teraz. Oparci na tym, co było i otwarci na to, co przyjdzie….
Jak Ty postrzegasz swoich przodków? Swój ród?
Tymoteusz