Jak to za mną chodzi. „Ty mnie nie chcesz zrozumieć!”, „Potrzebuję zrozumienia!”, „Ludzie się nie rozumieją…”, itp. itd.
I za każdym razem jak to słyszę, to mi się smutno robi…ludzie mają tak silną potrzebę rozumienia! A dla mnie, to moje filtry, rozumienie kojarzy się z głową. Głowa potrzebuje rozumieć. Potrzebuje wiedzieć dlaczego coś. A komunikacja z głowy jest o kant dupy…słowa tyle maskują…
W tej obecnej potrzebie zrozumienia brakuje mi chęci usłyszenia i akceptacji drugiego człowieka. Mój wewnętrzny konflikt polega na tym, że jak kogoś akceptuję takim, jakim jest to nie mam potrzeby zrozumienia, dlaczego robi coś czy zachowuje się tak a nie inaczej. Tak, zadaję czasem mnóstwo pytań, niektórzy pytają się wręcz (większość?) „Po co tyle pytasz?”. A ja chcę usłyszeć drugiego człowieka…z głębi duszy. Mam silnie rozwiniętą ciekawość a ta pyta. I jednocześnie kompletnie nie mam potrzeby zrozumienia drugiego człowieka. Ciekawią mnie ludzie, tak! I biorę ich takimi, jacy są…z miłością.
Tomasz Zieliński robi piękne kursy dot. słuchania. I to on powiedział „Nie ma ludzi niezrozumianych. Są tylko nieusłyszani.” I właśnie tak to czuję…czy my, ludzie, tu i teraz na tej planecie, chcemy się usłyszeć? Zobaczyć? Mamy na to odwagę i czas? Ile minut dziennie spędzamy na przewijaniu rolek Insta, fb i innych social mediów? Co tam widzisz? Co tam…słyszysz?
Znam ćwiczenia na wejście w skórę drugiego człowieka, dosłownie. Oczywiście, za jego zgodą. I to są niesamowicie mocne sprawy. Co mi to daje? Mogę poczuć drugiego człowieka, jego emocje, lęki, nadzieje…i czy go rozumiem? Nie. Poznaję go lepiej, tak.
Tak, wiem że organizuję warsztat „Zrozumieć mężczyznę”. Tytuł nieprzypadkowy, kto przyjdzie, ten się dowie, co się za nim kryje.
Czy my, mężczyźni, jesteśmy gotowi i chętni usłyszeć kobiety? Czy jesteśmy gotowi na ich naturalną zmienność zdania? Czy kobiety chcą usłyszeć mężczyzn? Właśnie teraz, kiedy dochodzą do swojej mocy? Czy jednak potrzebujemy się zrozumieć?
Moja perspektywa jest taka, że jak słucham kogoś, żeby go zrozumieć, to…go nie słyszę. Myśli się pojawiają, głowa gada…i tak, mogę go zrozumieć, w oparciu o swoje doświadczenia, obawy, wiedzę itp. I to nie będzie miało wiele wspólnego z budowaniem relacji tak, jak relacje międzyludzkie rozumiem. A jak słucham człowieka, to automatycznie nie mam potrzeby zrozumienia…każdy z nas jest jakiś, każdy ma swoje oprogramowanie, swoje traumy, lęki, nadzieje, radości itp. I czuję, a nawet wiem z doświadczenia, że w słuchaniu, w byciu, możemy się spotkać. To nie znaczy, że ma być lekko, łatwo i przyjemnie. Bywa trudno…i to też jest pięknie. Kiedy widzimy część siebie w kimś to mamy sygnał, nad czym popracować albo co już odkryliśmy. Automatycznie rozmowa schodzi na inne tematy niż pogoda i co u dzieci sąsiadów…
Tak, jestem utopistą. Żyję w świecie, który jest, jaki jest. Korzystam z niego w takim zakresie, w jakim się zdecydowałem. I coraz częściej czuję jak trudno mi się w nim odnaleźć. Jakbym był z innych czasów albo innej galaktyki. Niektórzy mówią, że żyję w swoim idealnym świecie. Pewnie taki może być odbiór, choć i ten mój świat nie jest idealny. Nic takie nie jest i zarazem wszystko jest idealne takie, jakie jest. Zawsze można spojrzeć z innego kąta…dzisiaj, jak nigdy, czuję, czego potrzebuję, w czym dobrze się czuję.
Część mnie chce być wysłuchana, pewnie! Moje wewnętrzne dziecko nie dostało tego kiedyś więc daję mu to dzisiaj. I to jednak coś więcej. To już nie tylko moja potrzeba. To moja misja. Wg tego, co wiem, najlepszymi sprzedawcami były i są osoby, które słuchają drugiego człowieka i takie, które sprzedają coś, bo zmieniają tym świat na lepszy, z potrzeby serca. Cóż, sprzedawcą nigdy nie byłem…za to słuchać lubię.
Byłeś kiedyś wysłuchany/a? Jak się z tym czułeś/aś?
Co jest dla Ciebie ważne – zostać zrozumianym czy wysłuchanym? Czy może coś zupełnie innego?
Każda perspektywa jest ważna,
Dziękuję
Tymoteusz