Kiedyś usłyszałem, że matkę się kocha a ojca szanuje. A już któreś przykazanie mówi „Czcij ojca swego i matkę swoją!”.
Patrzę na swoje życie, na moje relacje z kobietami, z rodzicami, z ludźmi…czytam, rozmawiam i łączę elementy.
Jedno z ostatnich połączeń to rola jak matki tak i ojca w życiu syna. Dzisiaj będzie o matce.
Żyjemy w świecie patriarchatu, jeszcze, choć coraz więcej kobiet w mocy a jeszcze więcej w poczuciu siły. Ojcowie, choć czasem fizycznie są, to w dużej mierze, nieobecni. To się już zmienia, jednak moje pokolenie miało ojców nieobecnych, pięknie o tym pisze m.in. Wojciech Eichelberger w „Zdradzonym przez ojca”.
Kiedy ojciec jest nieobecny (wycofany, zahukany, z boku) to syn nie ma przestrzeni, żeby do niego pójść, podążać za jego energią i czerpać wzorzec męskości od mężczyzny. Patrząc na siebie, swojego ojca i znajomych mi mężczyzn – tacy mężczyźni często osiągają tzw. sukces zawodowy poza domem – udowadniając w pierwszej kolejności samemu sobie swoją wartość. Relacje? Z reguły leżą. Szczególnie te z kobietami. Mężczyzna osiągający sukcesy na każdym polu żeby udowodnić coś sobie i innym – walczy. Walka rodzi frustrację, gniew. Więc pijemy, ćpamy, robimy różne rzeczy żeby od tego uciec. Żeby w domu już…nie walczyć.
Do matki jednak. Pisząc ten tekst szukałem cytatu dot. relacji matki z synem i byłem (nadal jestem) zaskoczony ilością takowych w odniesieniu do nadrzędnej roli matki jako kobiety w życiu mężczyzny! Matka daje życie, kocha całe życie, to najważniejsza kobieta w życiu mężczyzny itp. i tak sobie myślę – gdzie w tym patriarchat? Czy to nie tam już zaczyna się kastrowanie, czego dzisiaj mamy efekt w tzw. kryzysie męskości?
W plemionach uznawanych za pierwotne jednym z aspektów, który pojawiał się na całym świecie, była inicjacja mężczyzny. Od początku dziejów wiedzieli, że chłopiec, w wieku między 7 a 12 lat, aby stać się mężczyzną, oddzielony zostawał od kobiet na jakiś czas aby męskości od mężczyzn nabrać i wrócić między kobiety już jako mężczyzna. Tylko mężczyzna może nadać mężczyźnie męskość – kobieta, choćby nie wiem jak się starała, nie jest w stanie tego zrobić.
A co mamy dzisiaj? Mamy kochające synów (co w pełni rozumiem i dziękuję Ci Mamo, za Twoją miłość) i trzymające ich przy sobie (emocjonalnie) za długo! Kobiety nie „puszczają” swoich synów, często widząc w nich (a nawet robiąc z nich!) partnerów…i potem mamy mężczyzn, a tak naprawdę chłopców w ciele dorosłego mężczyzny, którzy nie są w stanie zbudować relacji z inną kobietą, bo przecież matka najważniejsza…i wyrzuty sumienia w stosunku do niej…do mamy na obiad trzeba pójść, do mamy trzeba zadzwonić itp. A kobieta stoi z boku i pewnie się wkurwia że gdzie w tym ona? No bo gdzie? Jak matka stoi na miejscu partnerki to na kobietę w polu nie ma miejsca. I kobiety to czują. I się wkurwiają. I my się wkurwiamy. Jest wkurw, kłótnie, niezrozumienie, fochy, milczenie, przemoc psychiczna…
A chłopiec potrzebuje do ojca. Nawet nie tyle do fizycznego (niestety, często go nie ma) ale do archetypu ojca. Do mężczyzn potrzebuje. I czego potrzebuje od matki? Raz, żeby to tam puściła, pozwoliła mu na dzikość, szaleństwo i męskie przygody. Dwa, potrzebuje przestrzeni, w której nie słucha od kobiet, jacy to mężczyźni są i jacy by mieli być! To są oczekiwania, wyobrażenia i często braki kobiet, które projektują na swoich synów. Nie tędy droga. Kochać i pozwolić być mężczyzną, popełniać błędy, zbierać doświadczenia, upadać i wstawać. Tego chłopiec potrzebuje od matki. Żeby była i kochała. Miłością bezwarunkową. Najlepsza matka nie zastąpi chłopcu ojca, nie pokaże mu męskich wartości, bolączek, lęków. Za to pokaże mu te kobiece, wzmocni w nim energię kobiecą. Efekt? Piosenki typu „Gdzie Ci mężczyźni…gdzie te chłopy??!!!” Ano tam, schowani przed złością mamy, żeby nie zrobić jej przykrości.
Mężczyźni do rozwoju i wzrostu potrzebują w pierwszej kolejności matki, potem bezwzględnie ojca aby móc matkę kochać jak syn i zająć miejsce między kobietami jako wolny mężczyzna.
Do czterdziestki zostało mi kilka lat a dopiero robię kroki w stronę ojca. Mam to szczęście, że jeszcze żyje i mogę dzisiaj spojrzeć na niego inaczej, mogę pójść w jego stronę w pełni a on, mam nadzieję, mnie przyjmie. Pierwszy krok zrobiłem i momentalnie poczułem zmianę energii w sobie i w mojej przestrzeni. Przyszła odwaga w miejsce buty. Przyszła lekkość. To wymaga też odejścia od matki żeby móc do niej wrócić jako syn, na właściwe mi miejsce.
Patrzę na kobiety wychowujące samotnie synów, słyszę ich złość, smutek i lęki. I mam prośbę do Was – to są Wasi synowie, dajcie im przestrzeń im potrzebną. Mężczyzn im dajcie, kontakt z nimi. Ich rolą nie jest słuchanie Waszego cierpienia, lęku – to nie są Wasi powiernicy. Żeby mężczyźni mogli pomóc chłopcom wzrosnąć w męskim, kobiety muszą ich puścić. Do męskiego. Czuję, że to pomoże jak kobietom widzieć mężczyzn tak mężczyznom widzieć kobiety.
W pierwszej chwili miałem myśl, że cytowane na początku przeze mnie słowa o miłość do matki i szacunku do ojca warto, w sytuacji synów, odwrócić. Po czasie przyszło mi jednak, że nie tędy droga. Miłość, szacunek i wdzięczność do OBOJGA rodziców. Zdrowa, z poziomu syna. Miłość do matki. Miłość do ojca. I ruch w stronę ojca…
Tymoteusz