Lubisz Święta Bożego Narodzenia? Co dla Ciebie znaczy ten czas?
Jutro wigilia…a potem dwa dni świąt. Jako dziecko czekałem na ten czas z radością.
W sumie – niewiele się zmieniło. Nadal się cieszę. Uwielbiam okres przedświąteczny i świąteczny, choć obecny w tym konsumpcjonizm mnie zasmuca. Byłem w szoku jak w jednym z dużych marketów zobaczyłem świąteczne stoisko na początku października…
Jak byłem mały to wigilię spędzaliśmy u babci, mamy mojej mamy. W sumie u dziadków. I kojarzy mi się ten czas z dużą, żywą, kolorową choinką, dłuuugą kolacją, stresem mojego brata i rodzinnym spotkaniem. Dobrze wspominam ten czas.
Później wigilie były różne – w gronie z rodzicami i bratem, z tatą taty, jego bratem…liczna, rodzinna wigilia, taka jak za młodu, powtórzyła się raz…i te wigilie były już różne. Raz spędziłem wigilię sam na sam z żoną, raz kompletnie sam, wiele kombinacji.
Moim ulubionym świątecznym filmem jest „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju!”. Cała rodzina się zjeżdża i jest…ciekawie. Wesoło, refleksyjnie…takie święta mi się marzyły.
I myślę, że wiem dlaczego. Gdzieś w głębi duszy jestem zwierzęciem stadnym i lubię rodzinne spotkania. W atmosferze…spokoju, gdyż ten był mi obcy przez większość życia.
Od miesiąca chodzę po różnych miastach i widzę trochę pośpiechu, trochę refleksji, życzliwości…jest w tym czasie coś magicznego, widzisz tę magię? Czujesz ją?
Widzę, jak niektórzy z nas na tę okoliczność sprzątają domy cały tydzień, świąteczne mycie okien itp. I po co? Porządek robi atmosferę? U mnie w rodzinie był przypadek, że kolacja wigilijna była nieudana, gdyż pewien młody człowiek ubrał się, jak chciał. I pech chciał, że jego wyborem nie była elegancka biała koszula…i czar prysł. Forma okazała się ważniejsza. W tym samym czasie byłem na wigilii u mamy „mojej” partnerki i choć tam forma nie miała znaczenia, to było cudownie. Radośnie, lekko, swobodnie. Świątecznie bym rzekł.
Zrozumiałem. Poczułem. To ludzie stwarzają atmosferę. I to było dla mnie od dziecka ważne. Lubię przystroić świątecznie dom i zawsze to robię – żywa choinka, łańcuchy, lampki, ozdoby po całym domu, świeczki. Talerz obfitości to moja specjalność, niejednokrotnie wyjeżdżałem ze sklepu z całym wózkiem…słodyczy.
Lubię świąteczne piosenki i polskie kolędy. Zimne ognie lubię. Pisanie listów do Mikołaja, oczekiwanie dzieci i tę radość później.
Karpia lubię, zdecydowanie. I kilka innych potraw, które jem tylko raz w roku.
Tę świąteczną refleksyjność, życzliwość, czas spędzany razem.
I to ciekawe, że umiemy tak „od święta” a na co dzień to już nie bardzo…bo to, bo tamto. Praca, szkoła, rachunki, choroby itp. itd. Tak, znam to i rozumiem. I tym bardziej cieszę się, że przynajmniej te kilka razy w roku umiemy inaczej.
Święta to też trudne chwile, dla mnie. Wszędzie nie dam rady być, nie z każdym mogę się spotkać. Mam taki program, że mi przykro jak ktoś ma oczekiwania w stosunku do mnie a ja ich nie spełniam. I choć wiem, że czyjeś oczekiwania to nie moja sprawa to gdzieś mnie to męczy.
W tym roku u mnie powtórka z zeszłego roku. Wigilia z córką i jej mamą. A potem świąteczny odpoczynek w domu. Zatrzymanie.
A jak u Ciebie? Co czujesz w tym czasie?
Zdrowych świąt, w obecności i radości!
Tymoteusz